Szukaj

Kolka - jak sobie z nią radzić?

Marysia, 4 listopad 2019
Kolka - jak sobie z nią radzić?

Co zrobić, gdy twojego malucha boli brzuszek?

Pierwsze wspólne tygodnie z niemowlakiem bywają trudne z wielu powodów. Zmęczenie, ciało obolałe po porodzie, ciągły deficyt snu, brak czasu dla siebie, hormonaly rollercoaster to tylko przykłady tego, co nas spotyka. Jednak są to rzeczy, których się spodziewamy w mniejszym bądź większym stopniu. Każdy świadomy rodzic wie, że po urodzeniu dziecka musi poświęcić większość swojej uwagi dziecku. Dni upływają na niekończącym się karmieniu, zmianach pieluszek i drzemkach dziecka. Wszystko byłoby okej, gdyby do tego zestawu nie dochodził nagły, niedający się niczym ukoić okropny płacz dziecka, który rozdziera serce największego twardziela.

Twoje dziecko jest najedzone, wyspane, ma zmienioną pieluszkę i nagle wybucha przeraźliwym płaczem, na który nic nie pomaga? Tobie pęka serce, a ludzie z twojego otoczenia już dzwonią po opiekę społeczną, bo nie radzisz sobie z dzieckiem? Prawdopodobnie twoje dziecko ma kolkę i po prostu boli je brzuszek. Kolka nie jest chorobą, a jedynie przejściowo występującym zaburzeniem. Może rozpocząć się tuż po narodzinach dziecka i z a z w y c z a j mija samoistnie około 3-4 miesiąca życia. Najczęściej napady kolki występują popołudniem lub wieczorem, zazwyczaj o tej samej porze. Każdy rodzic, którego dziecko ma kolkę wie, że to jest INNY płacz od pozostałych. Buzia dziecka robi się czerwona, maluch podciąga nóżki i zaciska piąstki. Jest to płacz (wrzask….) o zdecydowanie wyższej częstotliwości. Pamiętajmy jednak, że pojawienie się kolki nie wynika ze złej pielęgnacji dziecka, dlatego wszystkie mamusie – nie obwiniajcie się (ehe jasne). W takim razie jakie jest jej podłoże? Nie wiadomo. Przyczyn może być kilka. Mianowicie:

1. niedojrzałość przewodu pokarmowego dziecka,

2. nieprawidłowa technika karmienia,

3. nietolerancje pokarmowe,

4. nadmierne wydzielanie gazów jelitowych w wyniku nasilonej reakcji dziecka na bodźce zewnętrzne (np. niepokój mamy),

5. niedojrzałość układu nerwowego malucha.

Nie da się jednak jednoznacznie określić na jakim podłożu występuje kolka u naszego dziecka. Pozostaje nam jedynie obserwacja i wyciąganie wniosków, co może niestety zabrać bardzo dużo czasu. Do tego momentu kolka może równie dobrze minąć samoistnie.

Rozpoznanie kolki nie jest proste, tak jak odczytanie komunikatów malucha nie należy do łatwych zadań. Dla ułatwienia stosuje się metodę trzech trójek, która zakłada, że rozdrażnienie i płacz dziecka występują:

1. przez co najmniej 3 godziny dziennie,

2. przez co najmniej 3 dni w tygodniu,

3. przez co najmniej 3 tygodnie.

Powoli jednak odchodzi się od tej metody, chociażby z tego względu, że ciężko oszacować ile czasu dziecko tak naprawdę płacze. Po pierwsze, nikt nie włącza stopera, gdy zaczyna się płacz. Po drugie, czy jeżeli dziecko płacze dwie i pół godziny oznacza, że nie ma kolki, a takie co płacze pół godziny dłużej już ją ma? A po trzecie, gdy dziecko płacze tak głośno, że nie słychać własnych myśli, to każda minuta trwa wieczność. Coraz częściej uważa się, że do zdiagnozowania kolki muszą być spełnione 3 warunki:

1. dziecko na nic nie choruje, nie ma gorączki, prawidłowo rośnie,

2. kolkowe objawy rozpoczynają się i kończą przez ukończeniem 5 miesiąca życia,

3. płacz i rozdrażnienie występują bez żadnej oczywistej przyczyny.

Skoro kolka mija samoistnie, to czy sfrustrowanemu rodzicowi pozostaje jedynie czekać i patrzeć na cierpiącą buzię swojego dziecka? Całe szczęście nie. Jest kilka metod niefarmakologicznych i farmakologicznych, które przedstawię poniżej. Czy są skuteczne? Tego niestety nie mogę zagwarantować. W naszym przypadku niewiele pomogło :)

METODY FARMAKOLOGICZNE

1. Probiotyki, a dokładnie szczep Lactobacillus reuteri DSM 17938. Jedynym znanym mi preparatem zawierającym ten szczep bakterii jest BioGaia. W badaniach zaobserwowano zmniejszenie drażliwości i płaczu dziecka o 95% w ciągu tygodnia!

2. Simetykon – mimo, że badania nie potwierdzają jego skuteczności, liczne są przypadki gdy mamy stwierdzają (subiektywną) poprawę po ich zastosowaniu. Ma to oczywiście sens, gdyż simetykon poprzez zmniejszanie napięcia powierzchniowego rozbija pęcherzyki gazów w jelitach, ułatwiając ich usunięcie i zmniejszając wzdęcie brzuszka. Związek ten nie wchłania się z przewodu pokarmowego, przez co należy go podawać przy każdym posiłku i to w sporej ilości. Bywa to uciążliwe, zwłaszcza gdy noworodek potrafi jeść dosłownie co chwilę. Preparatów z simetykonem na rynku jest sporo (Espumisan, Bobotic).

3. Laktaza – jest to enzym trawiący laktozę, czyli cukier naturalnie występujący w mleku mamy. Związek ten może pomóc jedynie w przypadku, gdy kolka występuje z powodu nietolerancji laktozy. Jeżeli jej podłoże jest inne, podawanie laktazy jest bezsensowne. Często sugerowane odstawienie przez mamę produktów zawierających laktozę jest bezzasadne, ponieważ laktoza, niezależnie od diety, zawsze występuje jako jeden z głównych składników kobiecego mleka. Dostępne na runku preparaty to m.in. Delicol, Kolzym.

METODY NIEFARMAKOLOGICZNE


1. Modyfikacja sposobu karmienia: czasami maluchy przy ssaniu piersi nałykają się dodatkowo sporo powietrza, co może prowadzić do objawów kolkopodobnych. Nasz synek, mimo tego, że super przybiera na wadze, czasami potrafi tak się rzucać na pierś, jakby nie jadł co najmniej tydzień, a w rzeczywistości nie je od godziny. Nałyka się przy tym powietrza, a potem jest płacz… Dodatkowo, warto zadbać o prawidłową pozycję w trakcie karmienia piersią, jednak tu już się nie wypowiem, bo się nie znam. Obecnie nie jest żadnym problemem konsultacja z doradcą laktacyjnym.

2. Masaż brzuszka: brzuszek należy masować zgodnie z ruchem wskazówek zegara, czyli tak, jak przesuwana jest treść jelit. Warto dziecku podgiąć nóżki do brzucha. To rozluźnia tkanki, dzięki czemu gazy łatwiej mogą zostać usunięte.

3. Ciepłe okłady: ciepło rozluźnia tkanki, czyli tak jak w przypadku masażu brzuszka, pomaga pęcherzykom gazu przesuwać się w układzie pokarmowym, aż do ich całkowitego usunięcia. Można stosować specjalne termoforki, bądź po prostu wykorzystać to co już mamy w domu, czyli np. ciepłą pieluszkę.

4. Rurki, czyli inaczej katetery rektalne: są to rurki, które wkłada się w odbyt dziecka, dzięki czemu ułatwiają odgazowanie przewodu pokarmowego. Włożenie rurki warto poprzedzić masażem brzuszka, żeby dziecko się rozluźniło, a także koniecznie należy nasmarować końcówkę rurki np. oliwką, żeby nie podrażnić delikatnej śluzówki. Warto to robić na pieluszce, gdyż przez rurkę, poza gazami, może wydostać się również kupa :)

5. Przytulanie, głaskanie, tulenie, kołysanie, noszenie w chuście: czyli wszystko to, co pomaga naszemu dziecku choć odrobinę się uspokoić, poczuć naszą bliskość i bezpieczeństwo.

Jak widać metod na tę nieszczęsną kolkę jest sporo. Niestety nie ma jednej recepty. Wiem z doświadczenia, że w takiej sytuacji rodzic chwyta się wszystkiego, więc dobrze, że jest z czego wybierać.

A JAKA JEST NASZA HISTORIA?


Bóle brzuszka zaczęły się około 2 tygodnia życia i trwały do około 6 tygodnia (odpukać, na razie brzuch nie boli). Na początku nie wpadłam nawet na to, że to może być kolka. Nasz synek po prostu dużo płakał na początku, do głowy mi nie przyszło, że boli go brzuch. Przecież niemowlaki mają prawo dużo płakać. Dopiero po jakimś czasie zauważyłam, że to nie jest zwykły płacz, a WRZASK. On się robił aż purpurowy…. Atak się zaczynał nagle i nagle się kończył. Niewiadomo skąd, niewiadomo jak. Głównie popołudniami. Na początku wjechały metody niefarmakologiczne, czyli kołysanie, noszenie na rękach, przytulanie. Matko, ile ja się go nanosiłam... Łatwo można się domyślić, że niewiele to pomogło. Potem wjechał Espumisan (simetykon). Podawałam go pewnie przez jakieś 10 dni, przy prawie każdym posiłku (nasz synek jadł bardzo często, a ja mimo tego, że jestem farmaceutką, to jestem za maksymalnym ograniczeniem przyjmowania leków). Czy to pomogło? Nie sądzę. No może odrobinę. Z 2 godzin płaczu zeszliśmy do 1 godziny i 50 minut, coś takiego. Więc nie jest to różnica, która coś zmieniała w naszej sytuacji. Potem robiliśmy ciepłe okłady i zgięte nóżki do brzucha. To akurat pomogło!! Niby prosta rzecz, a naprawdę przynosiła pozytywne rezultaty. Wiadomo, to nie było tak, że zgięłam mu nóżki i położyłam ciepły okład na brzuch i on się nagle uspokajał, ale zdecydowanie pomagało mu to usunąć choć część zalegających gazów. W między czasie do akcji wkroczył smoczek, żeby choć na chwilę ukoić jego płacz, ale nasz syn nie chce smoczka i koniec. Jak mu go daje to on się wścieka jeszcze bardziej, rzadko udaje mi się go przechytrzyć. Potem co? Potem położna powiedziała coś oczywistego, ale przecież proste rzeczy są najtrudniejsze. Mikroflora jelitowa i laktaza!!! O ja głupia… czemu wcześniej na to nie wpadłam, przecież ja to doskonale wiem. Więc w następnej kolejności wjechał Delicol (laktaza), który oczywiście również nic nie pomógł. Nasz synek bardzo szybko przybiera na masie, w związku z czym położna zasugerowała, że może jego fizjologiczna ilość laktazy po prostu nie jest w stanie przerobić takich ilości pokarmu. Więc kupiłam, podawałam, ale bez żadnej poprawy. No więc kolejny krok, probiotyki. I to wg mnie był strzał w dziesiątkę. Nasz synek przyjmuje regularnie odpowiedni szczep w kropelkach (w ogóle probiotyki to magia i napisze o tym oddzielny wpis, ale ogólnie mówiąc to są genialne), regularnie masuję mu brzuszek, często leży z ugiętymi nóżkami i PRZESTAŁ PŁAKAĆ. Czy to od tych probiotyków? Nie wiem. Zastosowałam chyba wszystkie możliwe metody, pewnie to się wszystko skompensowało i łącznie dało taki efekt. Jest taka mądra zasada: jak działa to nie ruszać. I właśnie w tym przypadku zamierzam się do niej zastosować w pełni. Skoro taka kombinacja spowodowała, że nasz synek przestał tak okropnie płakać, to nie mam zamiaru nic zmieniać. Choć równie dobrze mogłoby się okazać, że on po prostu z tych kolek „wyrósł”. Też bardzo prawdopodobne. Ale ani masowanie brzuszka mu nie zaszkodzi, ani przyjmowanie probiotyków, więc zostaje tak jak jest. Nie chce tego mówić głośno (ani pisać), ale chyba kryzys brzuszkowy mamy za sobą (serio chyba to wykasuje, bo się boje, że igram z ogniem!!!). Nasz syn jest innym człowiekiem :) Mówię serio! Jego momenty „aktywności” były przeznaczone na płacz, a teraz możemy ten czas wykorzystać inaczej. Robimy sobie potańcówki do piosenek z Akademii Pana Kleksa, chodzimy bez stresu na spacery i mamy czas na zdecydowanie fajniejsze zajęcia. Czy mam jakąś złotą rade? Nie. Jeżeli wasze dziecko ma problem z kolkami to prawdopodobnie, podobnie jak ja, musicie przetestować wszystko, aż traficie na tę jedną skuteczną metodę. Na każde dziecko może działać zupełnie coś innego. Inne są też podłoża występowania kolki. Nie napiszę, żebyście się nie martwili, bo kolka minie sama około 3 miesiąca życia, bo wiem, że to marne pocieszenie. Gdy płacz twojego dziecka rozdziera ci serce to chcesz, żeby to się skończyło TERAZ, a nie za 3 miesiące. Powodzenia i masujcie te małe brzuchy!

BIBLIOGRAFIA:

1. Rutter P. Opieka farmaceutyczna. Elsevier 2009. 263-264.

2. Czerwionka-Szaflarska M, Gawryjołek J. Kolka jelitowa w praktyce pediatrycznej. Forum Medycyny Rodzinnej. 2010;4(6):408-414.

3. Szajewska H. Praktyczne zastosowanie probiotyków. Gastroenterologia Kliniczna. 2014;6(1):16-23.

4. Rurarz A, Ratajczak K, Feleszko W. Kolki niemowlęce. Pediatr Med Rodz. 2016;12(4):413-418.

5. Maślany A, Kalicki B, Rustecka A, et al. Najczęstsze zaburzenia czynnościowe przewodu pokarmowego u niemowląt i ich związek z żywieniem. Część I. Kolka i ulewania. Pediatr Med Rodz. 2010;6(3):194-197.

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów

Cena zestawu: %bundleSum%
Anuluj