Szukaj

Donoszona ciąża!

Marysia, 3 wrzesień 2019
Donoszona ciąża!

Zaczyna się 38 tydzień. To oznacza, że ciąża jest już donoszona i od tej pory żyję na tykającej bombie ;)

Szczerze mówiąc, już nie mogę się doczekać kiedy urodzę. Może nie miałam jakiś bardzo uciążliwych dolegliwości ciążowych, byłam w stanie w miarę „normalnie” funkcjonować, ale muszę się przyznać, że ciąża to zdecydowanie nie jest mój ulubiony stan. W I trymestrze niby nic nie widać, ale ja czułam się fatalnie. Powiedzenie „nie mam siły” nabrało w ciąży jakiegoś nowego wymiaru. Wcale nie tak dawno potrafiłam przebiec ultramaraton po górach albo kilkadziesiąt razy wbiec po schodach na Marriott, a ciąża sprawiła, że nagle ktoś rzucił mną o podłogę, kopnął i tak zostawił :)

To naprawdę się działo! Nie żartuję :)
To naprawdę się działo! Nie żartuję :)

Nie powiem, że pogodzenie się z tym, że ledwo się ruszam przyszło mi z łatwością, ale są rzeczy ważne i ważniejsze. Nie wymiotowałam, nudności większych też nie miałam, ale za to wszystkie moje ulubione potrawy nagle stały się nie do przełknięcia. Nie miałam apetytu na moje super zdrowe fit sałatki i pieczonego buraka (powiem więcej, one mi zaczęły strasznie śmierdzieć), za to niestety miałam ochotę na kajzerki z masłem i pizzę :) W związku z tym, mimo, że w I trymestrze nawet nie było widać, że jestem w ciąży, przytyłam chyba z 5 kg :p II trymestr okazał się nieco bardziej łaskawy, zaczęłam normalnie jeść i miałam więcej siły. Teraz jestem na końcówce III trymestru. Tak jak 7 miesiąc ciąży był jeszcze w miarę ok, tak z początkiem 8 zaczęły się schody i to o wiele gorsze niż te w Marriocie :P Ból w s z y s t k i e g o, zgaga, totalny brak siły, zadyszka i kolka od samego leżenia, opuchnięty każdy centymetr ciała i tak dalej. Do tego wszystkiego dochodzą upały oraz oczywiście moje niezawodne hormony, które robią mi naprawdę ostrą sieczkę z mózgu (jeśli to nie minie po ciąży, to bankowo wyląduje w psychiatryku). Bardzo się cieszę, że udało mi się ćwiczyć przez całą ciąże. Znalazłam sobie kilka zestawów dla ciężarnych i robię je w zasadzie od 2 miesiąca aż do dziś (oczywiście przystosowuje je do swoich możliwości itp.). Dodatkowo na początku sporo maszerowałam (10-13km spacery szybkim tempem), potem przerzuciłam się na kijki nordic walking, co okazało się super rozwiązaniem, a w III trymestrze hardkorowym treningiem jest już spacer do rodziców 2km. Myślę, że ćwiczenia w ciąży w dużym stopniu uratowały mi tyłek, i nie chodzi tu o kilogramy, bo tych mi trochę przybyło. Zauważyłam, że nawet 3 dni bez ćwiczeń powodują, że czuję się gorzej, zarówno psychicznie, jak i fizycznie.

Mój obecny Everest :)
Mój obecny Everest :)

Co do porodu, w ogóle się go nie boję. Może cwaniakuję, ale wychodzę z założenia, że NIE DA SIĘ nie urodzić. Poza tym, moja koleżanka przed swoim porodem powiedziała, że „skoro weszło, to i wyjdzie” i tego się trzymam :p Nie wiem co mnie czeka, ale wiem, że moje ciało jest w stanie bardzo dużo wytrzymać fizycznie. Ale jest kilka rzeczy których się boję na poważnie. Rzeczy, na które nie mam żadnego wpływu. Boję się, czy nasz syn będzie zdrowy. Boję się, czy będę umiała/mogła go karmić naturalnie (całą ciążę mam sny, że nie umiem go nakarmić i moja mama przychodzi z kotletami i karmi Leona). Boje się, że będzie płakał, a ja nie będę umiała mu pomóc. Boje się, że moje prywatne teorie wychowawcze za jakiś czas okażą się totalną porażką i osiągnę efekt odwrotny do zamierzonego. I wiele innych ;)

Teksty na początku ciąży „zobaczysz jak szybko zleci” trochę do mnie nie trafiały, bo naprawdę kiepsko się czułam i średnie to było pocieszenie. Ale faktycznie szybko zleciało. Od początku ciąży byłam na zwolnieniu lekarskim, myślałam na początku, że zniosę w domu jajko, a okazało się zupełnie inaczej. Udało mi się zrobić kilka bardzo fajnych rzeczy, zarówno w moim doktoracie, jak i „prywatnie”.

Torba spakowana, łóżeczko skręcone, ubrania uprane, droga do szpitala obcykana – mogę rodzić!

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów

Cena zestawu: %bundleSum%
Anuluj